sobota, 29 czerwca 2019

Akustyka, gdy muzyka w domu jest dla naszego relaksu, a monitory studyjne dla jej odtwarzania

W upalne dni piosenka "Zawiniło lato"jest z pewnością pomocna w sąsiedztwie sopockiej plaży, by intensywnie testować monitory studyjne z myślą o odtwarzaniu muzyki w domu. Natomiast wsparcie merytoryczne dostarczył  Dziennik Bałtycki w dodatku deweloperskim z artykułem na pół strony pt "Gdy boli głowa czyli o akustyce". Potwierdził, że najlepszy komfort akustyczny zapewni nam wolno stojący dom. Dotyczy to również słuchania muzyki, lecz nie każdy ma przecież taki komfort. Artykuł ma podtytuł "Blok, dom wolno stojący, czy popularna szeregówka - gdzie zamieszkać, by było ciszej? " Jasno wynika z niego, że niewątpliwym atutem jest mniejsza liczba osób, które mogą zakłócić ciszę.


W domu szeregowym trudniej jest przez to o komfort ciszy, a koszmarem w tym zakresie są bloki mieszkalne. Obowiązuje to oczywiście w obu kierunkach, bo słuchając muzyki zakłócamy ciszę pozostałym mieszkańcom. Z ilustracji stowarzyszenia "Komfort ciszy" wynika, że jest to na poziomie 80 dBA, czyli tylko o 6 więcej od nalewania wody do wanny. Niemniej "głuchy meloman" może stać się w bloku koszmarem dla bardzo dużego grona mieszkańców. W tej ilustracji najbardziej zdziwić może, że dla samolotu podana jest wartość od 80 dBA do 85.


W informacjach o poziomie natężenia dźwięku pojawia się często dla samolotu wartość 130 dB. W takim przypadku chodzi o dźwięk bezpośrednio przy silniku odrzutowym. Jego ryk jest zawsze silnie wytłumiony nim dotrze do mieszkania. Zapominają o tym niejednokrotnie w swoich agitacjach "walczący" zwolennicy zrównoważonego rozwoju. Znacznie wyższy poziom hałasu w domu generuje trzaskanie drzwiami (110 dBA). Niemniej długotrwałe nękanie 80 dBA trudne jest dla nas do zaakceptowania i dotyczy tak samo tego co są serwuje samolot czy meloman.


Najpierw nie zaszkodzi zastanowić się, czym jest ta wartość 80 dBA przy słuchania muzyki. Diabeł tkwi jak zwykle w szczegółach. Są to umowne dane na potrzeby statystyk. W tym celu wielokrotnie je powielano, aż stały się powszechnie przyjmowaną prawdą. W rzeczywistości te wartości mogą znacznie się różnić. Trudno jest porównywać cyfry bez dokładnej wiedzy o kryteriach pomiaru, ale różnice mogą tu być w granicach 30 dBA.


Większość melomanów mieszkających w blokach korzysta ze skromnych zestawów audio. U nich wygenerowanie 80 dBA dla sąsiadów jest abstrakcją. Nawet przybliżenie się do tej wartości będzie najpierw koszmarem dla uszu tych melomanów. Jednocześnie są wypasione gadżety, które służą podobno do odtwarzania muzyki, bo tak są reklamowane. Te są w stanie wygenerować z muzyki ponad 90 dBA hałasu dla sąsiadów. Najczęściej jest to kwestia kultury osobistej, ale są także przypadki zbyt niskiej świadomości przy zakupie dobrego sprzętu hi-fi.


Na zdjęciu powyżej jest ilustracja testu monitorów studyjnych APS Coax, jako referencji do słuchania muzyki przy biurku. Są pozowane dla wyraźnego pokazania ich w tej roli i pracy w bliskim polu. Monitory studyjne używane są normalnie w określonych warunkach, których nie mamy w domu. Warto jest zadbać o ich optymalne ustawienie, by inwestycja była rentowna, czyli zapewnić sobie wiarygodne odtwarzanie muzyki. Potwierdziły to testy, które trudno było tylko uchwycić w kadrze.


Testy z tańszymi ASP Klasik nie są już tak proste, bo chodzi o bardziej popularną konstrukcję z bassreflex. W polskojęzycznym słowniku hi-fi poświęcony jest temu nawet oddzielny artykuł w poradniku. Potrzebne są bardziej zaawansowane rozwiązania, by zapewnić z nimi optymalną wiarygodność przy odtwarzaniu muzyki, gdy znajdą się na biurku lub stojaku podłogowym, albo zawieszone na ścianie. Większą uwagę trzeba również zwrócić na zredukowanie do minimum zakłóceń, które są uciążliwe dla sąsiadów. Jest to bardzo ciekawe wyzwanie, ale wymaga bardzo wielu testów.




Koszmarem dla sąsiadów są zawsze niepożądane wibracje przenoszone z obudowy głośników. Pomyślano już o tym w latach 70 ubiegłego wieku i w Szwecji oferowano głośniki, gdzie były m. in. "beznapięciowe" nóżki uretanowe. Marketingowcy tradycyjnie nie do końca precyzyjnie zredagowali informacje o tym:
And the speaker is standing on thick, soft rubber feet, working as kind of oldish SD-feet, still far ahead of his contemporaries. This allows the speakers on the whole to be acoustically disconnected from the room/floor and the neighbours are less intrudes on than with conventional designs.
W późniejszych latach globalną popularność zyskały pozłacane kolce stalowe, które nie są równie efektywne. Nie są także przyjazne dla eleganckiej podłogi. W specjalistycznym artykule polskojęzycznego serwisu znalazło się wręcz stwierdzenie:
Powstały one nie po to, by tłumić wibracje, lecz w celu zapewnienia stabilizacji wysokiego zestawu głośnikowego na grubych, anglosaskich wykładzinach

Podsumowanie

Jedynie indywidualne rozwiązania ze stojakiem lub podwieszeniem monitorów pozwala uzyskać w domu najlepszą wiarygodność odtwarzania muzyki i najniższy poziom zakłóceń dla sąsiadów

wtorek, 25 czerwca 2019

Allegro mniej lub bardziej pomocne dla wiernego odtwarzania muzyki z PC

Każdy jakoś zaczyna swoją przygodę z audio. W komentarzach na blogu w wortalu o dobrym oprogramowaniu pojawiły się wątek o używanym sprzęcie: Lenovo Yoga Tablet 2 i wzmacniaczu Diora MINI-LINE z serii Trawiata. Chodziło o stworzenie z nimi "ładnego Media Center".  Jest tu pokrewieństwo tematu z odtwarzaniem muzyki z PC i tradycyjnym sprzętem hi-fi.

image

Na obrazku widać, że wzmacniacz może elegancko komponować się z tabletem lub PC i nie zajmą dużo miejsca na biurku. Ładnie może się także zaprezentować podwieszony na ścianie nad biurkiem, a poniżej na małej półeczce może być tablet.

image

Padła propozycja użycia do tego 2-drożnych głośników Tonsil, które nie są typu bass reflex. Całkiem dobrze mogło się przez to sprawdzić odpowiednie podwieszenie ich na grubym sznurze, by nie przenosiły wibracji na ścianę, a jednocześnie miały stabilne oparcie, co jest podstawą dla wiernego odtwarzania muzyki. Dane techniczne także pasują. Na stronie "Unitra klub" podane jest, że ten wzmacniacz ma moc znamionową 2x20 W, a te głośniki 40.

Jednak Diora ma wymiary 300×60×200 mm, a Tonsil 456×256×226 i chociaż głośniki po powieszeniu na ścianie nie będą dużo bardziej wystawały od wzmacniacza, to słabo pasują w koncepcji z eleganckim wyglądem. Na obrazku widać, że zaoferowane na Allego głośniki są w tak dobrym stanie, że szkoda zmieniać ich wygląd. W innym przypadku można było pomyśleć o pomalowaniu ich w kolorze ściany, aby wzrokowo mniej dominowały w instalacji.

image

Jeszcze ciekawsze mogło być obicie ich stosowną do wystroju wnętrza tkaniną. Jest to jednak nieco ryzykowne i najlepiej zlecić wykonanie takiej usługi tapicerowi, który ma odpowiednie wsparcie osoby dobrze znającej tajemnice konstrukcji głośników. Najprawdopodobniej tapicerstwo nie jest jednak aktualne w temacie z komentarzy, by zagospodarować Diorę i Tonsil, gdzie chodzi o niedrogie rozwiązanie.

image


Nie jest to takie proste z tym wzmacniaczem Diora, bo ma archaiczne wejścia DIN. Takie rozwiązanie powstało, gdy ruszyła produkcja tańszych konstrukcji lampowych. Spowodowało wówczas, że standard Deutsches Institut für Normung stał się przy okazji synonimem wiernego odtwarzania muzyki, czyli hi-fi.

image

Niemniej wpięte w gniazda DIN kabelki sprawiały często problemy z tranzystorowym sprzętem hi-fi. Koszt samodzielnej wymiany wejścia DIN na gniazda chnich może być znacznie niższy od kupna kabelka w sklepie RTV.  Mając już lutownicę w ręku można przy okazji wymienić kilka oporników, by zapewnić optymalne warunki pracy dla tranzystorów wejściowych. Standard czułości liniowego wejścia DIN to 200 mV, a współczesne urządzenia dostosowane są dla 0,7 V. W konstrukcjach tranzystorowych szczególnie wrażliwe było jednak wejście DIN dla gramofonu, a głównym powodem tego było pojawienie się magnetofonów kasetowych ze złączami chinch.

image

Z PC w roli współczesnego magnetofonu prawdopodobieństwo takich zakłóceń jest jeszcze większe i dodatkowo nie sprzyja tu korzystanie z minijack. Na szczęście ryzyko zakłóceń jest mniejsze, gdy do wzmacniacza podłączymy tylko jedno źródło dla odtwarzania sygnału z muzyką. Pozostaje jeszcze niezgodność poziomu sygnału, ale większość urządzeń cyfrowych ma możliwość redukcji poziomu sygnału na wyjściu, co w większości przypadków wystarcza.

image

W latach 90 ubiegłego wieku wiele wzmacniaczy Unitry zostało przebudowane, jak Radmor 5102 na zdjęciu powyżej. Montowano pozłacane gniazda chinch, lecz trudno powiedzieć w jakim zakresie było to profesjonalnie wykonane. Zajmowały się tym najróżniejsze osoby. Profesjonalne modyfikacje oferuje serwis audio w siedzibie Radmor . Przygotowano tam cały nowy panel tylni bez archaizmów z DIN, który montowany jest we wzmacniaczu klienta. Ceny takich egzemplarzy na rynku wtórym mogą być jednak wręcz histeryczne.

image

Wydawało się, że najprościej jest sprawdzić na Allegro i wybrać tam jakiś odpowiedni wzmacniacz. Wybranie czegoś atrakcyjnego musi być jednak nie lada wyzwaniem dla osoby bez dogłębnej wiedzy. Czasami nie wystarczy nawet wiedza elektronika. Nowe wzmacniacze są w cenie niewiele wyższej od starego złomu. Kilka wiekowych wzmacniaczy dobrej klasy w przystępnej cenie "konkuruje" podobną kwotą z ofertami całkowitego złomu. Z legendarnymi markami są dobre produkty z dawnych czasów i współczesne "wydmuszki".

Podsumowanie

Najlepszym "zagospodarowaniem" tego wzmacniacza Diora może być zapewnienie dobryego "napędu" dla lepszej klasy słuchawek, z którymi PC słabo sobie radzi.

image

Zakup w Internecie kabelka minijack > Din to koszt ok 20 złotych (z wliczoną przesyłką), jak np https://sklepwideo.pl/kabel-minijack-din5-p-6133.html Na Allegro może być jeszcze tańszy, ale ryzyko jakiś błędów jest trochę większe, czyli może stać się droższy z powodu kosztów przesyłek. 

wtorek, 11 czerwca 2019

Audio i klimat, czyli w przyrodzie nic za darmo, gdy w Polsce mowa jest o podatku cyfrowym

W Szwecji ukazał się artykuł, którego tytuł w dosłownym tłumaczeniu grzmi "Nowe badania: Muzyka cyfrowa jest dla klimatu gorsza od fizycznych CD". Ocieplenia klimatu to delikatny temat, bo zajmuje się tym zbyt wiele osób, które nie zgłębiły dostatecznie tego, o czym dużo i intensywnie rozprawiają.

Lepiej jest zdać się na zdrowy rozsądek i zimną kalkulację z punktem wyjścia, że w przyrodzie nie ma nic za darmo. To ułatwićzrozumienie badań zrobionych w Oslo i Glasgow. Na ich podstawie Kyle Devine oraz Matt Brennan przedstawili Greenhouse Gas Equivalents dla przemysłu muzycznego. Wiele wskazuje, że narzędziem w tych badaniach był arkusz kalkulacyjny. Trudno inaczej wytłumaczyć rezultaty, których opis brzmi: "Okazuje się, że produkcja nagranej w 1977 roku muzyki wygenerowała 140.000.000 kilogramów GHG, a ich liczba 40 lat później może być aż 350.0000.000 ".


Nie można wykluczyć, że w artykule jest tylko to co zrozumiał autor, bo np płyta CD pojawiła się dopiero w 1982 roku. Jednak badacze zajmowali się konkretnymi zagadnieniami. W każdej sekundzie miliardy osób odtwarzają sobie teraz muzykę, a połączenia w Internecie nie są bezpośrednie. Gigantyczna ilość bitów z muzyką błąka się pomiędzy tysiącami serwerów. Potrzebna jest do tego energia, którą trudno oszacować. Różnorodność serwerów jest ogromna i ich pobór mocy także. Energia dostarczana jest z elektrowni, które nie mają jednolitej emisji zanieczyszczeń. Na dodatek dane o tym z krajów z dużą populacją, jak Chiny, Indie i Rosja nie zawsze są wiarygodne.

Zestawienie danych dla ustalenia jaka energia potrzebna była przy produkcji płyt 40 lat temu to żmudna praca dla badaczy, lecz to jest bardziej proste od tego co mamy teraz. Kiedyś produkcja płyt dominowała w krajach rozwiniętych i łatwiej można sprawdzić potrzebną do tego energię. Dane można stosownie zestawić z ilością wyprodukowanych płyt, a następnie ze statystykami emisji w elektrowniach. Precyzję w obliczeniach zapewnia korzystanie ze statystyk poszczególnych krajów o produkcji płyt i emisjach w elektrowniach. Wówczas nie było jeszcze bodźców do manipulacji danymi na ten temat i są one przez to wiarygodne.


Z tego można wciągnąć wniosek, że "ekologiczny grzech" zakupionego egzemplarza płyty był najmniejszy, gdy była to produkcja z wysokim nakładem. Natomiast zupełnie odwrotnie jest przy odtwarzaniu muzyki z Internetu. Im większy hit, tym silniej zatrwoży ekologa. Należy się przez to liczyć, że w nieodległym czasie strumienie z muzyką obciążone zostaną podatkiem klimatycznym. Może to zrodzić kontrargumenty, że miliardy używają przenośnych urządzeń, a domowy sprzęt audio ma duży apetytem na moc. Łatwo jest zestawić do tego dane w arkuszu kalkulacyjnym, bo nie pojawił się chyba nigdy na rynku sprzętu audio z etykietą energetyczną A+.

Nie zaszkodzi spojrzeć obiektywnie na ten temat, bo te kontrargumenty klimatyczne będą w Polsce trudne do zrozumienia, gdyż jak podaje prasa premier mówi o podatku cyfrowym.

Premier Mateusz Morawiecki powiedział ostatnio, że jednym ze źródeł finansowania tzw. nowej piątki Kaczyńskiego ma być nowy podatek nałożony na cyfrowych gigantów. Jak podała KPRM, chodzi o "sprawiedliwe opodatkowanie zysków, jakie globalne firmy generują w Polsce, oferując usługi cyfrowe takie jak reklamy online, VoD i streaming muzyki".
Później w innej informacji pojawiło się uściślenie Min. Finasów:

Wprowadzimy podatek cyfrowy, mówiła minister finansów Teresa Czerwińska w kuluarach Europejskiego Kongresu Gospodarczego. Potwierdziła zapowiedzi premiera Mateusza Morawieckiego.
Minister Czerwińska zapowiada, że początkowo obciążenie będzie miało charakter podatku od cyfrowych reklam. Z podobnymi intencjami nosi się wiele państw europejskich,
"Wolności konkurencji" ogranicza możliwości wprowadzenia takiego podatku i pomocne mogą być tu względy klimatyczne. W tym bardzo łatwo można się zagubić bez znajomości szczegółów. Podobnie jak w każdym innym temacie, o czym najlepiej świadczy artykuł "Rosja największym źródłem cyberataków na Europę? Nie – i nie uwierzysz kto jest liderem"

 

Najbardziej ekologicznym sprzętem do odtwarzania muzyki był gramofon na korbkę. Tego nie zmieni żadne zestawienie wykresów. Zastąpiło to rozwiązanie najmniej ekologiczne, bo lampy to totalne zaprzeczenie założeń z certyfikatami A+. Sytuację poprawiły tranzystory, ale one zapewniają lepszą jakość odtwarzania muzyki, gdy pracują w nieekonomicznej klasie A. Taki sprzęt jest jednak dużo droższy i w praktyce to marginalny problem, o ile wykres nie zostanie zestawiony tendencyjnie. 


Najwięcej energii zużywa wzmacniacz mocy i popularne stają się w nich najbardziej ekonomiczne rozwiązania z klasą D. Udaje się z nimi uzyskać przyzwoitą jakość dla odtwarzania muzyki, lecz są tu jednak ograniczenia. Warto przez to zastanowić się, czemu wzmacniacz potrzebuje mocy. Najistotniejszym powodem jest niska wydajność głośników.

Ta wartość podawana jest w dB/1 W/1m. W dużym uproszczeniu jest to zgodne z tym co dociera do nas z jednego W, gdy siedzimy przy biurku i mamy na nim głośniki. Jeżeli usiądziemy dalej od głośników to odległość trzeba zrekompensować większą mocą.


Wzmacniacz pracujący w klasie AB i zapewniający 20 W dla dobrej klasy głośników hi-fi sprawdzi się całkiem nieźle przy biurku. Jeżeli usiądziemy na kanapie w małym pokoju, to potrzebne będzie do tego ok. 70 W. To znaczy w praktyce większy pobór prądu z gniazdka i zakup znacznie droższego wzmacniacza i głośników.


Więcej mocy we wzmacniaczu wymaga bardziej wydajnego chłodzenia, co zwiększa koszt jego produkcji. Głośniki dla 20 W są również tańsze w produkcji. Jeżeli mają wytrzymać 70 W potrzebne są w nich droższe magnesy i cewki. Konstrukcja obudowy staje się także poważniejszym wyzwaniem. Prowadzi to do stosowania rozwiązań na bazie konstrukcji 3 drożnych. W nich zwrotnice są jeszcze bardziej wymagające i w znaczącym stopniu zwiększają zapotrzebowanie na moc ze wzmacniacza.


Bardziej przyjazne dla środowiska są aktywne głośniki. Jest tu bogata oferta zestawów do komputera, lecz trudno z nimi wiernie odtwarzać muzykę. Aktywne głośniki hi-fi pojawiły się już dawno temu, jak np szwedzkie Audio Pro. Nie stały się jednak nigdy dostatecznie popularne i ich cena pozostała mniej atrakcyjna, więc w ofercie pojawiły się "mutanty". Te nowości często mają nadal zbyt wygórowaną cenę w stosunku do jakości. Światełkiem w tunelu stają się aktywne monitory studyjne. Sporo kosztują, gdy chcemy mieć wierne odtwarzanie muzyki na kanapie, ale są już całkiem "przystępne", jeżeli słuchamy jej przy biurku.


Niedrogie monitorki legendarnego Fostex wystarczą na biurku dla wielu osób. W Polsce przez wiele lat można je było kupić tylko w sklepach dla muzyków. Teraz jest także dystrybutor na rynek RTV. Są w cenie droższych zestawów głośnikowych do komputerów, ale mogą zapewnić o wiele lepszą wierność odtwarzania muzyki.


Ciekawe są aktywne głośniki Yamaha, ale ich cenę mogą zawyżać zbyt duże ambicje producenta z funkcjonalnością "MusicCast".
Referencyją dla słuchania muzyki przy biurku są polskie monitory APS Coax. Nie jest to jednak przedział cenowy dla szerszego grona użytkowników domowych. Nawet dla koneserów bardziej realne są APS Klasik, które zyskały pozytywną opinię, jako narzędzie pracy w studio nagrań.  Więcej na temat APS Coax w oddzielnym wpisie>>>

Unikalne możliwości mają fińskie monitory Genelec, ale są w cenie atrakcyjnej tylko dla największych koneserów. Więcej na ten temat w oddzielnym wpisie >>>


Szafa pełna archaicznego sprzętu robi nadal wrażenie i może być przydatna, by skopiować nagrania analogowe na dysk, ale do odtwarzania muzyki bardziej praktyczny jest PC.

Rozwiązaniem dla świadomego ekologicznie melomana jest korzystanie z domowego serwera muzyki i aktywnych monitorów studyjnych.



Aktywne monitory studyjne z bass reflex w niskiej cenie

AIMP jest programem bezpłatnym, który z ustawieniem WASPI 192 kHz/32 bit pozwala z wysoka jakością odtwarzać muzykę z zaspisu cyfroweg...